ZOOMORFICZNE SZKATUŁKI
W schyłkowym okresie naszej egzystencji na tej planecie – naukowcy nie pozostawiają pod tym względem złudzeń – poczucie odrębności świata cywilizacji i świata przyrody stało się dojmujące. Poczucie tyle iluzoryczne, co zgubne – żyjemy dzięki istnieniu milionów innych organizmów, powiązani siecią skomplikowanych zależności. Gdy spojrzymy na tę misterną konstrukcję, możemy niedowierzać – oto nie kury i krowy nas żywią, lecz pszczoły i plankton, sami zaś padamy ofiarą komara i kleszcza.
Obcowanie z innymi gatunkami, tak jak przed nastaniem antropocenu, jest dziś luksusem. W naszej wsi spotykamy jeszcze liczne jaszczurki, ropuchy, żaby, chrząszcze i pasikoniki. Możemy brać je na ręce, nie oddziela nas szyba terrarium ani ekran. Dostrzegamy wtedy szczegóły anatomii i ruchy specyficzne dla danego gatunku. Zachwyt nad pięknem tych niewielkich stworzeń próbujemy przekładać na język ceramiki. To karkołomne zadanie – kreacja człowieka zawsze będzie jedynie imitacją życia.
Tym bardziej z podziwem patrzymy na sztukę sprzed tysiącleci – nikt dziś tak nie potrafi uchwycić charakteru zwierzęcia i odczytać genialnego projektu natury, jak robili to starożytni. Wynikało to zapewne z szacunku, jakim darzyli wiele stworzeń, widząc w nich przedstawicieli bogów. Przyglądając się choćby staroegipskim reliefom ukazującym ptaki lub statuetkom kotów, ma się poczucie obcowania z czymś więcej niż ornamentem – artysta uchwycił prawdziwą naturę zwierzęcia. Jego obecność jest odczuwalna, jak gdyby tylko na chwilę zastygło w bezruchu, by ocenić zamiary człowieka. Dziś w dużym stopniu utraciliśmy tę umiejętność. Patrząc z góry, trudno jest dostrzec detale.